Losy Adasia
LOSY ADASIA.
Powieść dla młodzieży
Zofia Kowerska.
LOSY ADASIA.
Stary lokaj Tomasz był niegdyś zawołanym myśliwym, i z owych czasów został mu był wielki róg myśliwski, który teraz trząsł mu się w spracowanych rękach, gdy go do bezzębnych ust podnosił. Miał wszakże w szerokich piersiach dosyć tchu do zadęcia w ten róg i do wydobycia z niego przeciągłych dźwięków, echa zaś roznosiły te odgłosy po rozległym parku w Słomieńcu, przedostając się do najdalszych jego zakątków. Po takiem zadęciu, które miało w sobie coś tryumfalnego a odbywało się na ganku dużego i pięknego dworu, stary Tomasz oglądał się na stojącego za nim pana Siewrońskiego i mówił z dumą:
— Co usłyszał, to usłyszał!
Pan Siewroński również stary, jak Tomasz, ale trzymający się jeszcze dobrze, odpowiadał zgryźliwie.
— Usłyszał, ale zaraz zapomniał, że usłyszał.
— To może jeszcze raz zatrąbić? — zapytywał Tomasz, który chętnie dął w swój róg, gdyż z echem dźwięków rogu wpływały mu do duszy wspomnienia dalekie wielkich łowów, wypraw leśnych i własnej młodości, która wydawała się staremu Tomaszowi z tego wszystkiego najpiękniejszą.
Tym razem jednak, ledwo róg do ust przyłożył, ze szpaleru starych lip wybiegł dwunastoletni, przystojny chłopiec, zwinny, z włosami jasnemi i ze spojrzeniem, wyrażającem wiele żywości. Zbliżył się do pana Siewrońskiego, i nagle twarz jego przybrała wyraz wielkiego zmieszania. Zaczerwienił się mocno i jąkając się wyrzekł:
— Proszę panuncia... bo ja zacząłem zbierać orzechy... myślałem...
— Aha, znamy się na tem! Zapomniałeś nauczyć się lekcyi!
— Niemiecki zrobiłem... ale miałem jeszcze powtórzyć arytmetykę... nie wiedziałem, że już orzechy takie dojrzałe...
— Wiesz dobrze, że nie odejdziesz od stolika, póki lekcyi nic wydasz na piątkę! Pamiętaj, nie na trzy, nie na cztery, ale na pięć! Zawsze ci mówię, że miewałem takich uczniów, przy nauce których zadawalniałem się średniemi stopniami. Ale ty, ptaszku, jesteś zdolny i musisz z rąk moich wyjść tak przygotowany, żeby ci potem szło wszystko, jak z płatka.
— To proszę panuncia, ja po obiedzie odrobię...
— Poco ta próżna gadanina! Wiesz dobrze, że to się na nic nie zdało! Nie pójdziemy na obiad, dopóki wszystkiego nie odrobimy. Będziemy głodni, to będziemy, ale piątka na kajecie stać musi i to piątka dobrze zasłużona.
— Proszę panuncia:..
— Nie gadaj dużo, tylko zabieraj się do roboty. Masz jeszcze dziesięć minut!
— Proszę
